O czym, z tego, co dzieje się za drzwiami naszego mieszkania, możemy opowiedzieć innym tak by radość dzielenia się spostrzeżeniami o potomku nie odbiła mu się w przyszłości czkawką? Jakie informacje zamieścić, jakie zdjęcia wrzucić, a co lepiej przemilczeć?

Na taki zestaw pytań powinien sobie odpowiedzieć każdy blogujący rodzic. Problemów z treścią notek i zamieszczanymi zdjęciami jest kilka i nasuwający się w tym momencie, najbardziej medialny możemy ustawić daleko na końcu. O internetowych pedofilach i psychopatach częściej usłyszymy niż się z nimi sami spotkamy. Jeśli nie jesteśmy celebrytami, a nasze zarobki spokojnie mieszczą się w jednym portfelu, szanse na zetknięcie się z takimi osobnikami są raczej małe, a przynajmniej nie tak powszechne jak mogłoby się wydawać, po doniesieniach mediów.

Czym więc się przejmować?

Przede wszystkim tym jak nasze teksty odbierze w przyszłości dziecko, jego koledzy, przyszła sympatia i pracodawca. Przesadzam? Pamiętajmy, że w internecie nic nie ginie, a nasza pociecha kiedyś nauczy się czytać i surfować po sieci. Być może nasz blog będzie już dawno zamknięty, są jednak serwisy archiwizujące, które trzymają kopie wielu stron, a ciekawość dziecka jest duża, szczególnie gdy będzie chciało się dowiedzieć czegoś o sobie.

Co można znaleźć na niektórych rodzicielskich blogach?

Na przykład informacje o tym jak sprytnie przekonać dziecko do wykonania tego, co życzy sobie rodzic, jakieś informacje o drobnych kłamstwach. Niby nic wielkiego, ale latorośl może poczuć się oszukana i „zrobiona w balona”, a to może niekorzystnie wpłynąć na relacje z rodzicami, szczególnie gdy o takich sztuczkach dowie się dopiero z wpisów.

Jeszcze gorzej będzie odebrane dzielenie się z całym światem tym, co było nam powiedziane w tajemnicy w domowym zaciszu. Co z tego, że minęło już tyle lat i sprawa jest błahostką.

Druga grupa odbiorców, która może stanowić nasz problem, to koledzy pociechy. Dzieciaki potrafią być okrutne i złośliwe, nie ma to jak dogryźć koleżance nazywając ją słodkim przezwiskiem, używanym dawno temu przez jej mamę, ponabijać się z kolegi, gdy dowiemy się o jakimś kompromitującym wydarzeniu, itp.

w lozeczkupixleWszystko to staje się jeszcze bardziej problematyczne, gdy prócz notki wpis zawiera również fotografię lub film. Nawet jeśli nie ma tam wspomnianych powyżej kompromitujących rzeczy to dzieciak może czuć się niekomfortowo, gdy jego (potencjalna) sympatia zrobi sobie przegląd dzieciństwa. Takie filmy, fotki i anegdoty pewnie sam by z czasem ujawnił, ale niekoniecznie chciałby żeby, to nastąpiło już na wstępie znajomości.

Z wymienionych został nam jeszcze pracodawca, taki co to nie zatrudni pracownika, kiedy dowie się, że ma np. jakieś problemy zdrowotne. Co z tego, że to było w dzieciństwie i że jest już zdrowy, niektóre przypadłości mogą stwarzać problemy w pracy, a przynajmniej pracodawca może nie chcieć się narażać na ewentualne nieobecności pracownika.

Listę można kontynuować, ale myślę, że wymieniłem te najbardziej problematyczne, a jednocześnie nie będące przestępstwami.

Liczyć się też powinniśmy z tym, że nasze zdjęcia i wpisy trafią na inne serwisy z pominięciem przysługujących nam praw, ale taki problem jest ze wszystkimi materiałami, które trafiają do sieci.

Czy najlepszym rozwiązaniem nie byłoby, więc nie pisać bloga? Chyba tak, ale jak widzicie sam nie stosuję się do swojej rady :) Piszmy swoje blogi, ale róbmy to z głową, żeby nie żałować tych wpisów w przyszłości.

Czego Wam i sobie życzę.