Dzisiejsza notka będzie pisana z perspektywy czytelnika bloga, a nie jego autora.

Nie jest trudno trafić na blog parentingowy, sami jesteście tego przykładem. Mnie również zdarza się zmieniać z autora w czytelnika takich blogów. Wczoraj „przespacerowałem się” po około piętnastu stronach, na których różnej maści autorzy umieszczają swoje wynurzenia o progeniturze. Większość z nich pisze z sensem, nie zawsze ciekawie, ale poprawną polszczyzną. Jednak jakaś 1/3 to przykład marnowania czasu swojego i czytelników.

WPIS BEZ POINT

Czytam na przykład wyliczenie dotyczące tego, ile powinna kosztować praca rodzica na urlopie wychowawczym. Jakieś nudne rachunki, ale przebrnąłem przez nie i liczę na wnioski w ostatnim akapicie. Tekst się w wreszcie kończy, a pointy nie ma. Co autorka chciała nam przekazać? Zamiast być rodzicem trzeba było się zatrudnić jako niania, sprzątaczka i księgowa? Ni to tekst o cenach usług, ni o sposobie zarobienia tej kasy na urlopie wychowawczym. Może autorka przynajmniej coś za niego dostała.komp

NIC CIEKAWEGO SIĘ NIE DZIAŁO, ALE WAM TO OPISZĘ

No i dostajemy wpis równie ciekawy, jak oglądanie zdjęć rodzinnych ciotki babki żony. Przynajmniej język polski w oczy nie kole. Na blog dla znajomych O.K., ale obcy się tutaj wynudzi.

POWIEM WAM CO JEST W DOBRYM GUŚCIE

Przy tym blogu się trochę pośmiałem. Pani autorka postanowiła zainspirować rodziców przygotowujących komunie. Jak sama napisała, żeby było „Delikatnie, elegancko (…) bez kiczu”. Tekstu niewiele, za to są zdjęcia.

Na dzień dobry dziewczynka w sukience à la panna młoda, na głowie wianek ze sztucznych kwiatków (w zasadzie drut z kilkoma kwiatkami i płatkami), a na kciuku szczyt dobrego, komunijnego gustu. Obrączka z podwójnym rzędem cyrkonii (bo chyba nie brylantów).

Drugie zdjęcie, dziewczynka w sukience na ramiączkach. Przynajmniej wianek ładniejszy.

Trzecie zdjęcie, tym razem tylko tył głowy. Włosy spięte białą kokardą, a na kokardzie wisi sobie Maryjka z dzieciątkiem. Uszu nie widać, ale obstawiam, że są tam małe Jezuski.

Potem propozycja dziwnego czegoś do postawiania na stole. Wygląda jak kokardowe drzewko ozdobione krzyżami.

A jak komuś mało, to jeszcze baloniki w komunijne motywy, czyli krzyże, hostie, gołąbki w dowolnej konfiguracji. Za balonikami, na stole, tort ze sterczącym na szczycie błękitnym krzyżem. Wygląda jak Golgota, tylko bez dwóch łotrów. Ten tort à la Golgota to chyba częsty motyw teraz, bo na kolejnych zdjęciach też jest, tylko krzyż biały.

Są tam wprawdzie jeszcze inne zdjęcia, na których kiczu nie widać, ale nawet to, że stanowią większość na tej stronie wpisu nie ratuje. Jak to mówią – łyżka dziegciu psuje beczkę miodu.

A TERAZ UŻYJĘ ZWROTU

Czasem autor postanawia użyć jakiegoś ciekawego zwrotu, żeby ozdobić tekst. Problem pojawia się, kiedy nie potrafi go użyć poprawnie i na przykład pisze: „piekielnie szybko” albo „dobitnie myśli”. Piekielnie szybko dobitnie pomyślałem sobie, żeby tam nie marnować czasu.

Za jakiś czas zapewne przespaceruję się znowu przez parentingową blogosferę, ciekawe jakie kwiatki będą tam wtedy rosły.pani

PS

Tak, tak, źdźbło w oku bliźniego i debatujące garnki z kociołkami, ale co z tego ;)