Jasnym się już stało, że pogoda nie będzie nas rozpieszczać w te wakacje. Wszystkie prognozy wieszczyły brak słońca i można było tylko mieć nadzieję, że mylą się, chociaż w kwestii deszczu.

W niedzielę nie chciało nam się nawet wyruszyć „w teren”. Siedzieliśmy na miejscu i obserwowaliśmy, jak słońce nieśmiało przenika przez chmury, które sobie co chwilę popuszczały. Dopiero pod wieczór pogoda się nieco wyklarowała (za dużo powiedziane) i wybraliśmy się na mały spacer. Sobieszewo to mała miejscowość, administracyjnie już część Gdańska, jeszcze się człowiek dobrze nie rozpędzi, a już może znaleźć się w sąsiedniej wiosce. Zwiedzać nie ma tam za bardzo czego. Jest jakieś lokalne muzeum, ale akurat nie padało, więc nie było potrzeby wstępowania ;) Podejrzewam, że w izbie pamięci Wincentego Pola Młody i tak by się nudził. Na wyspę prowadzi najdłuższy w Polsce most pontonowy, ale ile można oglądać 180 metrów pływającego żelastwa zwłaszcza, gdy przez ostatni tydzień przejeżdżało się po nim dwa razy dziennie.

meduzyZrobiliśmy małą pętlę i skierowaliśmy się okrężną drogą do naszej kwatery. Gdybyśmy wybrali się na urlop podczas sierpniowych upałów i znudziłaby się nam plaża, to można by było wybrać się na przejażdżkę rowerową po wyspie, pójść do rezerwatu ptaków czy popłynąć do Gdańska tramwajem wodnym, ale nam trafił się deszczowy wrzesień, więc żadna z tych atrakcji nie przedstawiała się ciekawie.

Przy takiej pogodzie katar był tylko kwestią czasu. Na szczęście obyło się bez przeziębienia, ale kilka dni trzeba było zagospodarować w sposób bardziej stacjonarny (jeszcze bardziej). Gdy z nosa Młodego przestało cieknąć pojechaliśmy do Gdyni na Skwer Kościuszki. Widok morza oczywiście wrażenia na małym nie zrobił, bo ile można oglądać wodę, o wiele ciekawsze były krążące tu i tam ptaki. Gdzieś w oddali pływał „Le Quy Don”, żaglowiec zbudowany w stoczni gdańskiej dla Wietnamu, ale zbyt daleko, by można było napawać się widokiem. W związku z takim zestawem atrakcji na końcu skweru ruszyliśmy do pobliskiego oceanarium.

rybyZwiedzanie tam zaczyna się od dydaktycznych dioram. Niektóre z nich nawet wzbudziły zainteresowanie Młodego, ale prawdziwy szał poznawczy nastąpił dopiero przy akwariach. Te wszystkie ryby pływające tam i z powrotem, jedna ciekawsza od drugiej, bardziej kolorowa, dziwniejsza, ukwiały, meduzy, jeżowce etc. etc. Młody prawie przyklejony jak glonojad podziwiał świat za szkłem. Nie zważając na obcych ludzi przeciskał się między nimi byle tylko zobaczyć coś nowego. Mogą się schować wszystkie kozy, owieczki, słonie, lwy, pingwiny i cała reszta ZOO. Największą atrakcją wyjazdu były ryby. Nie chowały się jak lwy, nie uciekały na drugi koniec wybiegu jak słonie, no nie można ich było pogłaskać jak kozy, ale to chyba Młodemu nie przeszkadzało. Przypuszczam, że kontakt z rybą skończyłby się takim samym „faaa”, jak kontakt z królikiem. Od niektórych akwariów trzeba go było siłą i podstępem odrywać, by nie spędzić tam reszty dnia.

mlodyrybyNa całym świecie architektura takich obiektów ma jedną wspólną rzecz. Wyjście zawsze prowadzi przez sklepik z pamiątkami. Miłe panie bardzo zachwalały towar, bardzo chciały zainteresować Młodego i nas chińskimi gumowymi rybami, ale sorry to (jeszcze) nie ten etap. Wciąż jeszcze można przetłumaczyć, że tam dalej jest coś ciekawszego. Mnie panie próbowały opchnąć model żaglowca, ale na pytanie o „Pogorię” zrobiły tylko wielkie oczy i stwierdziły, że nie ma, ale są inne, ładne, z „Darem Pomorza” na czele i flotyllą nonameów za nim. Cóż, skoro nie ma „Pogorii”, to nie mam co kupować i poszliśmy… Oglądać „Dar Pomorza” w skali 1:1. Oczywiście oglądanie go z nabrzeża, to jak smakowanie cukierka przez papierek, ale znowu wyszliśmy z założenia, że Młody ma jeszcze czas. Cóż, że zobaczy, jak niewiele z tego zrozumie i pewnie nic nie zapamięta. W ten sam, mało edukacyjny sposób, potraktowaliśmy „Błyskawicę”. Oba okręty chcemy odwiedzić, gdy Młody nieco podrośnie.

W przedostatni dzień urlopu pojawiło się słońce, jeszcze nieco nieśmiałe, by w dzień naszego wyjazdu zaświecić już całkiem porządnie. Skorzystaliśmy z tych rzuconych nam na pożegnanie kilku ciepłych chwil i wybraliśmy się na plażę. Można było posiedzieć i poudawać, że mieliśmy piękny słoneczny wypoczynek. Zobaczymy czy w przyszłym roku też trafimy na podobną pogodę, czy karta się odwróci i będziemy narzekać na upały.

Wyspa Sobieszewska to ciekawe miejsce na wypoczynek z rodziną. Nie tak popularne jak inne miejsca nad Bałtykiem, a jednocześnie niezabita dechami dziura. Jeśli nie planujemy zwiedzania tylko plażowanie mamy do dyspozycji dość sporo obiektów i kwater prywatnych. Ładna i czysta plaża, kilka sklepów, restauracji i smażalni. Jeśli planujemy coś zwiedzać, lub pogoda, tak jak nam, nie dopisze wskazane jest mieć samochód. Chociaż do centrum Gdańska dojechać można kilkoma autobusami lub tramwajem wodnym.

 

Dodaj komentarz